O pożytkach z picia…

czyli nieumiarkowana pochwała umiarkowanego alkoholizmu 🙂

Odstręczający odór, piekący smak, a nazajutrz wiadomo – koszmar. Tym większy, gdy na finiszu film się urwie. Lecz czego się nie robi dla kilku godzin obcowania z absolutem i lekkością bytu, mimo przegrywania zapasów z siłą ciążenia. Eleganccy ludzie mało piją, nie żrą skóry z golonki, biegają i ćwiczą do upadłego, życie mają wypasione, zdrowe i długie. Birbant jest spadkobiercą dokonań przodków z neolitu. Archeolog Brian Hayden z kanadyjskiego Simon Fraser University odkrył, że zadawali sobie oni mnóstwo trudu, by przerabiać ziarna. Na jedzenie – myślano. Nie, przede wszystkim, by zabełtać w głowie. Już 11 500 lat temu. Już 10 lat temu duńskie studium badawcze (dr Morten Groenbaek, Krajowy Instytut Zdrowia Publicznego) wykazało, że pijący wino o połowę redukują ryzyko zejścia na serce. Wychylając kieliszek, pobudzamy organizm do produkcji tzw. zdrowego cholesterolu HDL. To zasługa zawartego w alkoholu, opóźniającego starzenie resveratrolu oraz antyutleniaczy z grupy flawonoidów. Odkrycie to aprobuje większość lekarzy, którzy nie wojują ideologicznie z alkoholem. A nie chodzi tylko o wino. Korzyści zdrowotne są takie same w przypadku piwa i wódek – zapewnia dr Samir Zakhari z amerykańskiego National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism. – Dotyczy to zwłaszcza osób starszych i palących. Nie tylko o serce chodzi. Zawsze nas uczono, że alkohol jest fuj, trucizna i zabójca mózgu – wyznaje, sumitując się, dr Ron Petersen, dyrektor centrum badań nad chorobą Alzheimera w słynnej Mayo Clinic. – Ale dotyczy to tylko ekstremalnych przypadków. Jeśli rozważać konsumpcję umiarkowaną, jest to mniej oczywiste.

Cytowany fragment pochodzi z tygodnika „NIE” i doprawdy warto się zapoznać z całością 🙂
Otwieram wino…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.